Katniss leżała na łóżku, słuchając muzyki. Nagle poczuła że ktoś łapie ją za rękę i lekko całuje w policzek. Wiedziała kto to był, poznała po cudownym zapachu, którego nigdy w życiu by nie zapomniała. Był to zapach Damona. Kąciki jej ust uniosły się lekko do góry, a z oczu przestały lecieć łzy wielkości grochu. Chłopak widząc to uśmiechnął się jeszcze szerzej iż ona. Brunetka odwróciła się do niego, w oczach miała jeszcze łzy. Uśmiechnęła się delikatnie i jedyne co zdołała z siebie wydusić to ciche "Przepraszam", następnie wtuliła się w jego kruczoczarną koszule i znowu zaniosła się płaczem.
-Ej, spójrz na mnie, - powiedział Damon delikatnym i spokojnym głosem - a teraz powiedz dlaczego płaczesz?
-Bo, bo ja zostaw.. iłam cie samego, a ... mój były chłopak, który nie żyje pojawia się znienacka i każe mi się do ciebie nie zbliżać - powiedziała przez łzy. Ciemnooki nie wiedział co ma teraz zrobić, więc ujął jej twarz w dłonie, i powiedział:
-Nie gniewam się za wczoraj
-Ale co z Thomasem, on kazał mi się do ciebie nie zbliżać - wyszeptała
-Ufasz mi? - padło pytanie z ust Damona
-Tak - odpowiedziała
Chłopak przyciągnął ją do siebie, a następnie pocałował. Katniss zamknęła oczy, po chwili znowu je otworzyła. To co zobaczyła na przeciwległej ścianie swojego pokoju, przyprawiło ją o dreszcze. Damon wyczuł że coś jet nie tak, ''odkleił'' się od dziewczyny a następnie zapytał:
-Kat wszystko dobrze? - dziewczyna zakryła dłonią usta, i wskazała chłopakowi wielki, czerwony napis na ścianie, który głosił : "MASZ DWA DNI NA SPAKOWANIE SWOICH RZECZY I WYJECHANIE Z MIASTA - NA ZAWSZE!!! BO INACZEJ WSZYSCY KTÓRYCH KOCHASZ ZGINĄ!!!
Damon wiedział że ta wiadomość była do Katniss, nie chciał jej stracić, za bardzo ją kochał. Podczas rozmyśleń mężczyzny, dziewczyna wyjęła walizkę i zaczęła się pakować.
-Co-co ty robisz?? - zapytał zdezorientowany
-Jak to co?! Pakuje się, mam dwa dni na wyjechanie z miasta, bo... bo inaczej wszyscy, których kocham... zginął - wyszeptała przez łzy
-Nie możesz tak po prostu wyjechać! Przecież ja cię do jasnej cholery kocham!! - Damon nie wytrzymał, emocje wzięły górę, dopiero po chwili dotarło do niego co powiedział.
-Ja ciebie też!!! Ale też nie mogę pozwolić abyś ty, Hope, Claudia i wiele innych osób zginęło!!! Za bardzo mi na was zależy - ostatnie zdanie wyszeptała. Damon siedział na łóżku z rękoma założonymi na głowie, po chwili złapał dziewczynę za nadgarstek i powiedział:
-Proszę cię, znajdziemy inny sposób. Nawet nie wiemy kto za tym stoi. Proszę - głos mu się załamał. Nagle do pokoju wparowała Hope ze Stefano.
-Co tu się dzieje?? Usłyszeliśmy krzyki, więc... - powiedział Stefano na jednym wydechu, lecz po chwili zapytał: - Katniss co ty robisz?? - dziewczyna nic nie powiedziała tylko wskazała na ścianę. Hope odruchowo wstrzymała oddech, lecz po chili znów wypuściła powietrze z ust.
-K- kto to napisał... i kiedy? - zapytała
-Jak my no... , nieważne. Nie wiemy kto. - odpowiedziała Katniss rumieniąc się. Na samą myśl o pocałunku odrywała się od ziemi (w metaforze oczywiście). Znała się z Damonem zaledwie jeden dzień, ale wiedziała już że to ten jedyny, tak samo jak Hope wiedziała że Stefano jest tym jedynym odkąd się poznali. Nagle rozmyślania Kat przerwał głos, który przyprawiał ją o przyjemne dreszcze.
-Jadę z tobą, nie pozwolę ci wyjechać samej - za bardzo mi na tobie zależy, nie chce stracić kolejnej osoby, którą kocham. Dodał w myślach. Dziewczyna milczała, co mniej więcej znaczyło: Mam inne zdanie, lecz sądząc po twojej minie i tak zdania nie zmienisz.
Nikt nie zwracał uwagi na małą białą kotkę, która siedziała na drzewie naprzeciwko okna, i przyglądała się całemu zajściu. Po chwili do kotki dołączył sokół.
- Dobra robota Thomas - powiedziała kotka, po chwili na miejscu zwierzęcia pojawiła się piękna, szczupła brunetka, o oczach w nienaturalnym kolorze. Dwa fioletowe punkciki wpatrywały się w sokoła, który poszedł w ślady kobiety. - A teraz wystarczy czekać na rozwój sytuacji - powiedziała i teatralnie klasnęła w dłonie. Po czym chwyciła twarz Thomasa i ucałowała. - Nikt nam nie przeszkodzi w byciu razem, prawda? - spytała dziecinnym głosem.
- Tak, masz racje... nikt - powiedział, po czym wziął kobietę na ręce i zeskoczył na ziemię. - A teraz może się zabawimy?? Na co masz dziś ochotę? Wysportowany Amerykanin, głupia blondynka, czy piękna brunetka? A może tajemnicza szatynka? Do wyboru do koloru. -powiedział i zniknął za zasłoną drzew.